|
Pęknięte głazy, napięte struny - nowa sztuka na grobachGrobowiec Jacka Kaczmarskiego jest pękniętym polnym kamieniem, a na pomniku malarza Janusza Przybylskiego widnieje płaskorzeźba o zagadkowej treści
W PRL-u na polskich cmentarzach królowało lastryko - sztuczny kamień ubogich. Dziś pomniki nagrobne z lastryka zastąpiły standardowe pomniki z polerowanego kamienia. Błyszczą niczym meble na wysoki połysk, są solidne, ale brzydkie. Wieńczą je produkowane seryjne anioły o urodzie dorównujących popularnym przed laty oleodrukom z wizerunkami świętych. Są kupowane w firmach kamieniarskich tak, jak kupuje się wyroby z plastiku w supermarkecie.
Władysław Komar (1940-1998) i Tadeusz Ślusarski (1950-1998)
Nagrobek dwóch wybitnych sportowców - Władysława Komara i Tadeusza Ślusarskiego - nie jest dziełem sztuki, choć zaprojektował go znany rzeźbiarz Andrzej Renes. Zwraca jednak uwagę nietypową formą. Odkuta z szarego śląskiego granitu tablica z nazwiskami olimpijczyków ma kształt przełamanej w połowie płyty stadionu z wyraźnie zaznaczoną bieżnią lekkoatletyczną. To pęknięcie wyraża przerwane życie - w ten sam sposób jak symbolizuje je zerwana nić, złamana kolumna czy strzaskana tarcza herbowa na grobowcach arystokratów. Na środku wyrasta olimpijski znicz. Cała ta symbolika wydaje się być prosta i oczywista.
Jacek Kaczmarski (1957-2004)
Podobnie jak w pomniku olimpijczyków Komara i Ślusarskiego, także w grobowcu Jacka Kaczmarskiego pojawia się motyw pęknięcia. Nagrobek poety okrzykniętego wbrew jemu samemu "bardem Solidarności" ma jednak zupełnie inny charakter, dużo większą klasę i budzi wiele skojarzeń. Przełamanie potężnego, polnego kamienia właściwie nie jest pęknięciem, lecz precyzyjnym rozcięciem. Głaz, który na zewnątrz jest szary i nijaki, po przepołowieniu i wyszlifowaniu ukazuje piękno swego wnętrza. Tak bywa też z człowiekiem, z jego duszą.
Janusz Przybylski (1937-1998)
Jesteśmy bezradni, stojąc przed niezwykłą plakietą z metalu zdobiącą pomnik nagrobny Janusza Przybylskiego, znakomitego malarza. Zdaniem krytyka sztuki Stanisława Krzysztofa Stopczyka malarstwo Przybylskiego na wspólnej "filozoficznej bazie neofiguracji buduje całkowicie osobisty program malarski frapujący myślowymi podtekstami wyprowadzonymi z bardzo osobistej, sarkastycznej i baśniowej zarazem interpretacji surrealizmu".
Krzysztof Kieślowski (1941-1996)
To chyba najbardziej znany współczesny pomnik nagrobny w Warszawie. Na smukłym słupku z czarnego polerowanego granitu wspiera się rzeźba z brązu. Przedstawia dwie naturalnej wielkości dłonie ułożone w charakterystycznym dla reżyserów geście kadrowania obrazu. Nie ma żadnych wątpliwości, że mamy do czynienia z grobowcem reżysera filmowego - jednego z najwybitniejszych w dziejach polskiego kina, twórcy m.in. "Dekalogu" i "Trzech kolorów". Zgodnie z intencją twórców umieszczenie "okienka" ma skłaniać odwiedzających grób do zaglądania w nie i patrzenia na wycinek rzeczywistości okiem Kieślowskiego. Być może jednak ten symboliczny kadr ma wyobrażać jego życie, które - tak jak gotowy obraz filmowy - jest już dziełem zamkniętym.
Andrzej Iwanicki (1930-2000)
Grobowiec tego architekta i wynalazcy równie dobrze mógłby powstać w roku jego urodzenia - 1930. To bodaj czy nie najbardziej udana współczesna wersja grobowca doby modernizmu i art deco. Czarny granitowy obelisk piętrzy się ku górze niczym modele nowojorskich wieżowców. Może też w jakiś sposób kojarzyć się z przedwojenną bryłą najwyższego warszawskiego drapacza chmur - 16-piętrowego Prudentialu przy pl. Napoleona (dzisiejszym pl. Powstańców Warszawy). W pomniku nagrobnym stylistyka tamtych czasów uchwycona jest bez zarzutu. Projektantom grobowca udało się też uniknąć przesady. Pomnik jest prosty w kształcie i bardzo solidny.
Jan Zachwatowicz (1900-1983)
Trzymetrowej wysokości stella z surowego szarego granitu sprowadzonego z Dolnego Śląska stoi na grobie prof. Jana Zachwatowicza, architekta, konserwatora zabytków, historyka sztuki, osoby o trudnych do przecenienia zasługach dla Warszawy. Pomnik jest prosty, wręcz ascetyczny, o wyjątkowej urodzie. Jeszcze w latach 80. zaprojektowała go żona profesora - Izabela Zachwatowicz, ale niedawno musiała wprowadzić zmiany. Zamiast odlanych z brązu liter teraz są napisy wykute w kamieniu. Powodem było obrabowanie grobowca z metalowych elementów ("Gazeta" pisała o tym na początku 2001 r.). Złodzieje złomu zdewastowali wtedy na Starych Powązkach wiele pomników, m.in. w Alei Zasłużonych na tyłach Katakumb. Pewnie nawet się nie zastanawiali, kto tu spoczywa. Wyrwanie przez nich liter ze stelli prof. Zachwatowicza to coś więcej niż kradzież kawałków metalu. To profanacja miejsca spoczynku wielkiego człowieka, inicjatora odbudowy warszawskiego Starego Miasta i innych zniszczonych podczas wojny zabytków.
Kazimierz Marcin Tychota (zm. 2001)
Naszym zdaniem to najpiękniejszy współczesny grobowiec na wszystkich warszawskich cmentarzach. Jest dziełem rzeźbiarza Marka Moderau, twórcy niewielkich pomników i tablic pamiątkowych. Jego dziełem są m.in. kamienne słupki wzdłuż Traktu Pamięci Męczeństwa i Walki Żydów (prowadzącego od pomnika Bohaterów Getta do Umschlagplatz). Jest on też współautorem rekonstrukcji przedwojennej rzeźby umierającego wojownika z pomnika Peowiaka przed Zachętą.
Stefan Rachoń (1906-2001)
Przy grobie tego wybitnego skrzypka, dyrygenta i założyciela Orkiestry Polskiego Radia przystają chyba wszyscy, którzy zwiedzają najstarszą część katolickiego cmentarza na Powązkach. Nie sposób nie zwrócić uwagi na tę oryginalną kompozycję. W czarnym kamieniu wykuto portrety dwóch osób: Stefana Rachonia i jego żony Barbary, śpiewaczki operowej. Małżonkowie zwróceni są do siebie. On unosi rękę jakby chciał dyrygować. Ona w milczeniu słucha jego uwag. Za chwilę zacznie zaśpiewać.
Nadesłał: Coma Przepisał: lodbrok |