|
Padało, a nad głowami unosił się dymW sobotę na warszawskich Powązkach zapłonęło kilka tysięcy świec. Świat żegnał poetę, barda, piewcę wolności - Jacka Kaczmarskiego. Milczący tłum czekał na nabożeństwo żałobne w strugach deszczu. Przybyli przyjaciele, rodzina i wielbiciele twórczości. - Jesteśmy wdzięczni Jackowi za jego pieśń, pieśń życia - tymi słowami żegnał poetę ks. Wacław Oszajca. Po mszy kilkutysięczny tłum, ze świecami, odprowadził trumnę z prochami barda do Alei Zasłużonych. Tak ziściły się słowa piosenki Kaczmarskiego "Mury": "Świec tysiące palili mu, znad głów unosił się dym...". Nad grobem aktor Andrzej Seweryn recytował wiersze Jacka. Nikt nie mógł powstrzymać łez. Na koniec w zadumie odśpiewano "Mury". I wciąż padało. Kaczmarski zmarł 10 kwietnia w Gdańsku na raka krtani.
Nadesłali: Karolina Sykulska i Szymon Podwin. Przepisał: radziu_88. |