jacek kaczmarski
jacek kaczmarski
Strona główna
Mapa strony

Twórczość
Życie
Media
Galeria
Ciekawostki

Forum

Dziękujemy

Linki
Kontakt

Mit będzie żył

Choroba przyszła nagle. Nowotwór złośliwy, tym złośliwszy, że zaatakował krtań człowieka, dla którego śpiewanie było najistotniejsze. Dolegliwości zaczęły się przy kolacji z przyjaciółmi. Na wieść o bólu gardła ktoś zażartował, że to zawsze może być rak. Jacek Kaczmarski napisał potem, że na stole był łosoś z rakowymi szyjkami, choć to były kapary...

Lekarze dawali mu dwa tygodnie życia. W jednym z wywiadów opowiadał, jak w gdańskim szpitalu pobierano mu wycinki z gardła. W pewnym momencie ktoś podsunął do podpisu oświadczenie, że pacjent nie zgłasza pretensji za ewentualne wybicie zębów. - Może powstanie z tego powieść satyryczna? - pytał sam siebie.

Według lekarzy jedyną radą było wycięcie guza, ale wtedy Kaczmarski już nigdy nie mógłby śpiewać. Nie zgodził się. Jeździł do bioenergoterapeutów i magów. W Gliwicach położył się na "łóżku, które leczy raka". Nie wierzył w to, ale pytał bliskich: czemu nie spróbować? W końcu wybrał nieinwazyjną terapię w Austriackim Centrum Rehabilitacji i Regeneracji Onkologicznej. Składało się na nią głębokie, punktowe ogrzewanie krtani, terapia polem magnetycznym i tradycyjne metody medycyny chińskiej. Kaczmarski dostawał witaminy, selenit mający stymulować układ odpornościowy i lek o nazwie Ukrain wynaleziony w 1978 roku przez doktora Wassyla J. Nowicky’ego, który użył do jego produkcji zioła o nazwie glistnik jaskółcze ziele (w tradycyjnej medycynie alkaloidom zawartym w roślinie przypisuje się działanie przeciwnowotworowe) oraz jednego ze starszych leków cytostatycznych (uszkadzających komórki nowotworowe) - tiotepy. Kuracja Ukrainem kosztuje 10-20 tysięcy dolarów rocznie. Potrzebne były pieniądze. Środowisko ludzi bliskich Kaczmarskiemu organizowało koncerty na zbiórkę funduszy. Pomagali też obcy. Kiedyś dostał z Krakowa list z biżuterią w środku.

W latach 80., gdy nawet wydawnictwa powielaczowe były rarytasem, jego wiersze przepisywaliśmy ręcznie lub na maszynie. Wychowywał nas. Porównania z Okudżawą i Wysockim narzucały się same. Liczyła się charyzma i teksty oskarżające szarą, beznadziejną rzeczywistość za oknem. "Mury", "Sen Katarzyny II", "Modlitwa", "Pejzaż z szubienicą" przekraczały granice liryki jak poezja Herberta i muzyki jak piosenki Maanamu. Łączyły je, tworząc wspólnotę ludzi myślących podobnie.

Jacek Kaczmarski zadebiutował w 1977 roku na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie "Obławą" opartą na motywach utworu Włodzimierza Wysockiego. Kilka lat później razem z Przemysławem Gintrowskim i Zbigniewem Łapińskim miał na swoim koncie płyty "Mury", "Raj", "Muzeum". W stanie wojennym, który zastał go za granicą, współpracował z Radiem Wolna Europa, koncertował na rzecz Solidarności w USA i Kanadzie. Rok po wolnych wyborach wrócił do Polski z serią recitali. Był strach, czy ta poezja bez komunistycznego podtekstu się nie zestarzała. A tu znów pełne sale, znów entuzjazm. W 1995 roku wydał powieść autobiograficzną "Autoportret z kanalią" i przeprowadził się do Australii.

Kaczmarski przepowiedział, że "mury runą". Ale nie spełniły się inne jego wiersze, na przykład "Widzenie":

Widzę normalny kraj -
Brzozy, cerkiew, rzeka
Nad rzeką olchowy gaj -
Dar Boga dla człowieka
Wiatrem wędruje dzwon
zrodzony w gliny grudzie
I oto ze wszystkich stron
Idą normalni ludzie.

Publikowaliśmy jego wiersze w "Przekroju". W marcu obiecał mi jeszcze wiersz o świętach Wielkiejnocy. Gdy dwa tygodnie poźniej zadzwoniła pani Alicja, towarzyszka życia artysty, z przeprosinami, że wiersza nie będzie, wiedziałem, że nastąpił nawrót choroby. Jeszcze w Wielki piątek Jacek pisał poemat o baronie Münchhausenie. Jeszcze w Wielką Sobotę, 10 kwietnia, o 17 z Gdańska nadeszła wiadomość, że "sytuacja się normuje". Zmarł wieczorem. Miał 47 lat. Trudno mi sobie wyobrazić, że już nigdy nie dostanę maila z Osowej.

Marcin Pieszczyk, OWO
"Przekrój" 18 IV 2004r.

Nadesłał: Piotr Uba
Przepisał: Szaman
jacek kaczmarski
Copyright © 1999-2011 www.kaczmarski.art.pl - Anna Grazi & Artur Nogaj