KONCERT w rocznicę śmierci Jacka Kaczmarskiego

Mieszanką dobrych chęci i kiczu okazał się niedzielny koncert “Kaczmarski Festivus” (“Kaczmarski Żywy”) w PKiN upamiętniający rocznicę śmierci słynnego pieśniarza. Spektakl przygotowany przez Stołeczną Estradę sprawiał wrażenie, jakby jego celem było zniechęcenie do pieśni barda “Solidarności”, a nie ich ożywianie. Stylistyka wahała się pomiędzy festiwalem piosenki żołnierskiej w Kołobrzegu a amatorskimi występami przy harcerskim ognisku. Chociaż w imprezie udział wzięli znali znani wokaliści i muzycy ( m.in. Kayah, Iwona Loranc, Robert Kudelski), muzycznie wieczór stał na żałosnym poziomie. Niektórym nie stroiły gitary i głosy, inni zapominali tekstu.

Reżyser Renata Dymna zilustrowała pieśni Kaczmarskiego za pomocą narodowo-ojczyźnianego kiczu, na który składały się fragmenty “Potopu” na wideo, snujący się po scenie mężczyźni w stroju Stańczyka, Matka Boska i dwa anioły, z których jeden – w rajstopach i piórach – do żywego przypominał striptizerkę z restauracji Kongresowa, która zawieruszyła się w Pałacu Kultury jeszcze w czasach PRL-u. Zapowiadany udział Daniela Olbrychskiego był wirtualny, czyli z taśmy, na żywo wystąpił natomiast Adam Hanuszkiewicz z recytacją pieśni o Gombrowiczu i był to jeden z jaśniejszych momentów wieczoru. Efektu dopełniła tandetna scenografia z papieru i dymy.

A gdzie Kaczmarski? Przebijał się z trudnością. Jedynymi wykonawcami, którym udało się nawiązać żywy dialog z poetą, byli Damian Aleksander z Teatru Roma i Kayah. Aleksander zaśpiewał niezwykłą, punkową wersję słynnej “Obławy” przypominającą najlepsze kawałki Sex Pistols, z kolei Kayah zinterpretowała “Balladę o spalonej synagodze” w poetyce orientu. Błysnęli też raperzy Vienio i Pele swoją repliką “Naszej klasy” z wymownym refrenem: “Bo tamte dni to już jest czas przeszły/ Dziś nasze drogi się rozeszły/ to piszę do was i o was w trosce/ o wasze miejsce w nowej Polsce”

Publiczność szczelnie wypełniła salę na VI piętrze PKiN, przyjęła koncert owacją, co świadczy o tym, że twórczość Kaczmarskiego jest bardziej żywa po stronie widowni niż po stronie sceny.

Roman Pawłowski
"Gazeta Stołeczna", 11 IV 2005r.

Nadesłał: Szymon Kucharski
Przepisała: Teresa Mach