Między słowem a obrazem

Między słowem a obrazem2015-08-25T20:55:58+00:00

W niedzielę pierwsza rocznica śmierci Jacka Kaczmarskiego. Może to okazja, by zastanowić się, co z jego twórczości wytrzymało próbę czasu. Według mnie – mnóstwo.

Nie żyje bard “Solidarności” (sam pisał, że stał się nim wbrew swej woli), ale “Solidarność”, która wyłania się z jego pieśni – też nie żyje. Nie ma już “starej gwiazdy, co zamiast zgasnąć, nagle wschodzi”, został związek zawodowy, który lepiej lub gorzej walczy o przywileje pracownicze i od czasu do czasu staje się bohaterem różnorakich afer. Trudno mówić o “pannie S” i mało kto z młodszych fanów Kaczmarskiego – a są tacy, bo gdy piszę te słowa na stronie www.kaczmarski.art.pl “siedzi” 719 internautów – kojarzy w ogóle, kim dla niego była “Solidarność”, gdy pisał rozczarowany:

Panna “S” do swych amantów nie ma szczęścia,
Chociaż raz po raz o krok jest od zamęścia.
Lecz, co z którym się obejmie,
Ledwie go umieści w Sejmie –
Uczuć tyle co w pretensjach albo pięściach.

Nie ma też komuny – w każdym razie tej instytucjonalnej – więc straciło na aktualności pytanie “jak rozumieć trzeba Jałtę” i nie wytrzymało próby czasu wiele innych utworów z czasu pracy Jacka w Wolnej Europie – nazbyt anegdotyczne, hurapatriotyczne, przegadane, zbyt prosto nagrane – bez aranżu, na czterech chwytach: łup-łup-łup.

Co w takim razie próbę czasu wytrzymało? Mnóstwo – i to takie, że nie sposób się przez to przekopać. Pomijając (kontrowersyjnej jakości) powieści, operę i kilka książeczek dla dzieci oraz (wybitny) znany wszystkim bywalcom ognisk z gitarą repertuar kanoniczny – od “Rzeki podziemnej”, przez “Autoportret Witkacego” po “Sen Katarzyny Wielkiej” – zostało jeszcze kilkaset pieśni nadal zachwycających i mało znanych. Na przykład cykl “Raj” – warto go posłuchać w popapieskiej atmosferze, która nas tak ogarnęła.

Albo niesamowita – i niestety niezebrana w całości na żadnym znanym mi krążku – seria piosenek ilustrujących obrazy wielkich (choć nie zawsze znanych – bo kto zna Fiedotowa, do którego obrazu Jacek napisał niesamowite “Encore, jeszcze raz”) mistrzów.

To tą właśnie serią Kaczmarski pokazał, że w ulotnej sferze między słowem a obrazem był geniuszem. Co można wymyślić, wyobrazić, dośpiewać sobie, patrząc na “Powrót syna marnotrawnego” Rembrandta, na portrety Holbeina albo grafiki Gielniaka? Kto chce widzieć co – niech posłucha – większość tych utworów można znaleźć na płytach “Muzeum”, “Mury w Muzeum Raju”, parę na – moim zdaniem najlepszej płycie – “Wojnie postu z karnawałem”.

I cóż jeszcze się nie zepsuło? Na pewno wiersze-pieśni poświęcone wielkim książkom, autorom i bohaterom literackim. Dlatego – aby zrównoważyć zacytowany dla przykładu na wstępie fragment słabiutkich, pisanych już w okresie ciężkiej choroby alkoholowej Kaczmarskiego, “Amantów panny >>S<<” – na koniec fragment genialnego “Zmartwychwstania Mandelsztama”:

Po Archipelagu krąży dziwna fama,
Że mają wydawać Ośkę Mandelsztama.
Dziwi się bezmiernie urzędnik nalany:
Jakże go wydawać? On dawno wydany!
Tłumaczy sekretarz nowy ciężar słowa:
Dziś “wydawać” znaczy tyle, co “drukować”.
(…)Stary Zek wspomina, że on dawno umarł,
Lecz po latach Zekom miesza się w rozumach.
Bo jak to być może, że ziemia go kryje,
Gdy w gazetach piszą, że Mandelsztam żyje!?
Skądże mają wiedzieć w syberyjskich borach,
Że to “życie” to tylko taka – metafora.
(…)

Piotr Głuchowski
"Gazeta Wyborcza" (wyd. gdańskie), IV 2005r.

Nadesłał: ?? Przepisał: Mateusz Wlazło