|
Bez gitary"Słowa - Jacek Kaczmarski" w reż. Macieja Korwina w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Pisze Renata Moroz w Dzienniku Bałtyckim. Przed premierą spektaklu "Słowa - Jacek Kaczmarski" reżyser Maciej Korwin długo się zastanawiał, czy publiczność zaakceptuje Kaczmarskiego bez Kaczmarskiego. Czy da się przekonać grupie aktorów śpiewających jego pieśni przy akompaniamencie kwartetu smyczkowego i fortepianu. Bez gitary. Cóż, wtorkowa premiera pokazała, że prawdziwa sztuka nie potrzebuje mecenasów, obrońców, którzy za wszelką cenę próbują przekonać, że mamy do czynienia z dziełem. Twórczość Kaczmarskiego obroniła się sama. I dała "po pupie" - że użyję słów barda, tym, którzy mieli jakiekolwiek wątpliwości. Ba, można wysunąć nawet wniosek, że przekonała nieprzekonanych (m.in niżej podpisaną). Korwin zrobił rzecz niebywałą - zachował nostalgiczno-intelektualny rytm Kaczmarskiego, używając jednak zaskakujących form muzycznych i interpretatorskich. Do tego stopnia, że w pewnej chwili można było się poczuć jak w Piwnicy pod Baranami. Zapewne dzięki fantastycznej muzycznej aranżacji (Maciej Szymański), która dodała pieśniom Kaczmarskiego delikatności, radości i - paradoksalnie - spokoju. Doskonale też dobrał zespół. Nawet słodka blondynka (Karolina Trębacz), której wygląd pozornie predysponuje ją do zupełnie innych ról, pokazała, że śpiewać potrafi, a i wzruszać równie mocno. Jej koledzy (Tomasz Bacajewski, Jakub Kornacki, Rafał Ostrowski, Aleksy Perski i Bernard Szyc) nie byli gorsi. Wszystkim po równo należą się brawa. Zwłaszcza za interpretację piosenki "Korespondencja klasowa". Wyboru pieśni dokonali: Wojciech Stronias - przyjaciel Kaczmarskiego i Alicja Delgas - towarzyszka życia. Ponoć to te właśnie utwory Kaczmarskiemu sprawiały największą radość.
Renata Moroz
|